25 listopada 2016

"Zagubione duchy" Mary Wilkins Freeman

Chcąc odetchnąć po grotesce zaserwowanej przez Bierce’a sięgnąłem po teksty Mary Wilkins Freeman, pisarki będącej w moim wyobrażeniu stylistycznym przeciwieństwem autora zbioru Nadprzyrodzone. Skąd taki wybór? Choć daleki jestem od oceniania książek po okładce, właśnie ona przykuła moją uwagę. Twarz krzyczącej dziewczyny zasłaniana kościotrupią dłonią dawała nadzieję na opowiadania grozy bardziej wyraziste pod względem atmosfery typowej dla klasycznego horroru.

„Dla każdej zdrowej na umyśle osoby jest granica, poza którą zaprzeczanie sobie musi ustać.”

Pamiętacie legendarną angielską herbatkę z początków dziewiętnastego wieku? To na niej przedstawiono światu Frankensteina, postać wampira wyniesiono na salony, a ludowe bajania nabrały sprecyzowanych kształtów. Powstałe wówczas historie, choć zaczerpnięte z tradycji oralnej, na tyle silnie tchnęły świeżością, że zdołały swoich bohaterów na stałe zapisać w kulturze, nie tylko literackiej. Wspominając tamto wydarzenie, wyobrażam sobie Mary Wilkins Freeman siedzącą razem z uczestnikami tego sławnego spotkania, chroniącą się przez rzęsistym deszczem w cieple kominka i snującą swoje opowieści o duchach. Zagubione duchy to w przeważającej części zbiór opowiadań idealnie wpisujących się w konwencję typową dla historii niesamowitych z przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku, a nawet tych wcześniejszych. Nie odnajdziemy w nich makabrycznych opisów ani wielu przykładów czarnego humoru. Zamiast tego odbędziemy sentymentalną podróż do czasów, gdzie horror nie epatował brutalnością, lecz budował napięcie w sposób delikatny, bazując w dużej mierze na wyobraźni czytelników.

5 listopada 2016

„Zarazki intelektualne, zarazki cielesne”, czyli kilka słów o "Czystości" Thomasa Ligottiego

Kilka dni temu uczestniczyłem w krótkiej dyskusji odnośnie malejącej popularności klasycznego horroru na naszym rodzimym podwórku. Wypowiedzi krążyły wokół przyczyn owego zjawiska, tj. kwestii związanych z archaicznością języka wypowiedzi dawnych Mistrzów, a co za tym idzie wokół problemu przyswajania serwowanego przez nich – jak zgrabnie ujął to jeden z rozmówców – „ładunku intelektualnego”. Wymianę tych kilku zdań podsumowało stwierdzenie o konieczności nieustannego promowania dobrej literatury grozy na możliwie szerokim polu kultury. Propagowaniu nie tylko dzieł Matthew Lewisa, Stefana Grabińskiego, Edwarda Bensona, ale także prac współczesnych pisarzy takich jak Mark Danielewski czy Wojciech Gunia. I choć powyższej konkluzji daleko do miana epokowego odkrycia to uważam, że ową prostą prawdę należy ciągle przypominać. W przeciwnym razie za jakiś czas na polskim rynku wydawniczym zabraknie nie tylko przytoczonych klasyków, ale i współczesnemu horrorowi na stałe zostanie przypięta łatka literatury drugiej kategorii. Wychodząc naprzeciw oczekiwanym zadaniom ośmieliłem się popełnić kilka uwag na temat opowiadania Czystość autorstwa Thomasa Ligottiego, pisarza będącego w moim przekonaniu kolejnym twórcą niesprawiedliwie pomijanym.

30 października 2016

"Nadprzyrodzone" Ambrose Bierce

Kilka lat temu miałem przyjemność recenzować zbiór opowiadań Czy to się mogło zdarzyć?[1] będący – w moim przekonaniu – kwintesencją stylu Ambrose Bierce’a. Historie w nim zawarte nie tylko stanowiły znakomity przykład literatury niesamowitej, ale także dzięki specyficznej prezentacji zarówno zjawisk nadprzyrodzonych jak i okropności dnia codziennego, na długi czas stały się wyznacznikiem jakości, podług którego dobierałem kolejnych autorów wspomnianego gatunku. Bierce zbiorem Czy to się mogło zdarzyć? zdobył moje zaufanie i sprawił, że z niecierpliwością czekałem na kolejne publikacje jego tekstów.

28 października 2016

"Carmilla" Josepf Sheridan Le Fanu

Szukając pisarza mogącego odświeżyć we mnie zamiłowanie względem najstarszych opowieści niesamowitych trafiłem na Josepha Sheridana Le Fanu, o którym kilka miesięcy temu było głośno za sprawą wydawnictwa Crime & Thriller[1]. Lektura kilku ciepłych recenzji, wysłuchanie kilkunastu pozytywnych komentarzy pod adresem jego nietuzinkowej wyobraźni zaowocowała poznaniem Carmilli oraz złapaniem bakcyla na punkcie ciekawostek związanych z życiem prywatnym tego irlandzkiego, dziewiętnastowiecznego autora. Student prawa, dziennikarz odnoszący sukcesy[2], zakochany mąż. Pod koniec życia zaś osoba przepełniona smutkiem i żalem, wiodąca żywot pustelnika, a wszystko przez przedwczesną śmierć żony – Susanny Bennett[3]. Wówczas to zaczyna się najbardziej owocny okres twórczości pisarza, który, odcięty od świata, niemalże całkowicie poświęca się pracy literackiej.